sobota, 28 marca 2026

Po przerwie

 Minęło prawie 2 i pół roku. I wiele się zmieniło. Nie wiem jak to logicznie przedstawić. Nie jestem sama z dzieckiem, zawsze przychodzą dziadkowie. Ja boję się z nim sama iść na spacer, przez co

teściów mówi że jestem upośledzona. Byłam ostatnio na ramenie z narzeczonym dziecko biegało po całej knajpie. Ale byłam zadowolona. Jakoś się wstydzę to pisać.  Chodzę do psychiatry, ostatnio do mnie przyjechała i w poniedziałek będzie znowu. Nie czuję się źle, chociaż czasem nie mogę sobie znaleźć miejsca i jestem apatyczna, nieszczęśliwa. Nie pracuję. Przerabiam kurs fancy, kupiłam za 50 złotych. 

Teściowa zrobiła żur na obiad. Jeszcze mam resztki sprzed dwóch dni. A zastanawiałam się,  czy zrobić naleśniki. Udalo mi się trochę schudnąć po ciąży. Ale ten czas leci, dopiero chodziłam z brzuchem a tu dziecko już ma prawie 2 lata. I mówią mi,  żeby się cieszyć a ja czasem czuję się depresyjnie. Czy mam chodzić sama z dzieckiem? Raz byłam sama i i w umiałam się odnaleźć, wróciłam po 10 minutach. W kinie chyba ostatnio byłam na Avatar. Szczerze mówiąc nie pamiętam, czasem mi się wszystko myli. Myślałam że jedna książka jest nieczytana,  jak zaczęłam to stwierdziłam że tak. Jutro jesteśmy z Piotrem, chciałam iść na sushi. I znowu na Oliwier będzie buzował. No ale może będzie fajnie, ramen mi smakował. Ale czy dziecko może jeść sushi. Jem i jem, najeść się nie mogę. A Oliwerek chce siostrzyczkę. Chciałabym coś napisać, może opowiadanie.

No i co jeszcze. Może coś zjem.






sobota, 2 grudnia 2023

Deszczowy dzień

 No i co nowego u mnie? Oglądam terraz taki serial Godzina Szatana. Nie do końca go rozumiem... Mam ochotę napisać coś od siebie. Tylko, że jakoś nic mi nie przychodzi do głowy.

Trochę się ostatnio męczę I chociaż psychiatra mówi: nastrój jest teraz wyrównany, ja nie czuję się najlepiej. Próbuję czytać książkę i nie umiem się połapać o co w niej chodzi. Frustruje mnie to. I czemu nie wypożyczyłam sobie jakiejś książki Yoyo Moyes? Łatwo by się ją czytało. A "Królestwo" to są czyjeś przemyślenia a  ja nie umiem się tak skupiać. Nie umiem opisać tego uczucia, jest jak dżdżysty dzień, niebiesko szary, ciemny i wilgotny. Nic mnie nie interesuje! Czasem mam ochotę krzyczeć i nigdy nie przestać. To jest tak destrukcyjne i niszczy wszystko. Nawet teraz miałam takie uczucie po co piszę tego bloga, bloga, że chwilę się czymś zajmę i znowu będę się męczyć. Nie wiem, o co chodzi w tym serialu. Co jest naprawdę, co jest iluzją.

Jeszcze koleżanka prosiła, żebym przesłała jej jakieś zdjęcia z chłopakiem. A ja nie robię żadnych zdjęć. Zbyt jestem na to przygnębiona. Nie umiem się odnaleźć w życiu. Nie umiem się niczym cieszyć. Czas mija mija, ja udaję że coś robię ale tak naparwdę tylko czuję jak czas mija. Nie wiem po co robię co robię. Teraz jest lepiej kiedy to piszę. Poszłam dzisiaj na spacer i tylko myślałam kiedy wrócę do domu. Ale nie mam do czego wracać, i w tym jest problem. Trudno mi się odnaleźć w tym rytmie praca, parę godzin wolnego, noc... 

czwartek, 2 listopada 2023

Może tak a może nie

 Poczułam, że chcę dzisiaj wrócić na mojego zapomnianego bloga. Ostatnio u mnie lepiej. Wiem, że piszę to sama do siebie, bo nikt tego nie czyta. Ale może kiedyś zazcniecie się mną interesować, takie mam aspiracje. 

N o i u mnie lepiej. Poznałam chłopaka! 

Dobra, wracam do tego postu po niecałym miesiącu i nie wiem o co chodziło już z tym lepiej. No o co mi właściwie chodziło? Już nie chcę braćtych leków. I co z tego, że mnie przytępiają i nie krzyczę. Ja nic nie czuję, takie stępienie mojej osobowości uczuć myśli tak się nie da żyć. I nikogo to nie interesuje, nikt nawet nie wie jak ja się czuję. To po co to w ogóle?

No i jestem w ciąży. Napiszę to tak od rzeczy, czemu nie. Miałam się cieszyć. Zresztą się cieszę, chociaż nie czuję radości. I fajnie było z Piotrkiem w Chorwacji. Ale tutaj nie wiem co mam robić, po co to wszystko. Czy ta ciąża jest na sto procent? Dopiero zrobiłam dwa tesety i nie mam okresu dlatego to chyba na 98 procent. 

Nie o tym chcę pisać. Nie chcę już leków. Wszystko mnie stresuje, nie umiem włączyć muzyki i się cieszyć, że leci. Przeżywać piosnki, emocji, marzeń. Kiedyś potrafiłam. Wszystko przez te leki? Bo moja złość, moje wymysły, niedostosowanie i izolacja, to jest moje. Ja się lepiej z tym czuję, a nie jak jestem otępiała i nie wiem co zrobić. Ja wtedy żyję. I myślę, że jestem nikim. Ludzie zostają prawnikami, bankowcami, przedsiębiorcami, a ja zostałam wariatką. Która niewiele więcej kimś jest. Boże, jakie to smutne. Jak można tak w ogóle o sobie myśleć. I powinnam brac te leki. No powinnam. Tylko, że ja nie chcę. Nie chcę iść do szpitala psychiatrycznego, ja naprawdę nie jestem aż tak nienormalna. Ale nic mnie nie interesuje po tabletkach, wszystko mija koło mnie i się tylko zmuszam. Jakie to jest życie? To jest szarość, bez złości ale bez radości, bez nadziei i chęci życia. 

Poza tym jestem w ciąży. A te tabletki nie są zalecane, jedne jedynie jeśli lekarz mówi inaczej drugie w ogóle nie przebadane. A czy naprawdę te leki mi pomagają? Przykro mi to mówić, i żaden lekarz nie będzie chciał tego słuchać bo to tylko podważanie ich wielkich kompetencji, ale raz brałam silne leki a objawy nie ustępowały przez rok półtora. Tylko moje postanowienie, że nie chcę ju żyć w tym wymyślonym świecie może sprawić że przestanę w nim być. I to nie jakieś wielkie posytanowienie, ale taka myśl, że może jednak lepiej o tym już nie myśleć. I od jednej myśli oddaliłam się od tych urojeń i nie wracam od ośmiu miesięcy. Łał, soty za słowo ale tak to wyrażam, naprawdę już prwie dziewięć miesięcy nie szukam nadziei w śmierci tego rapera i u Radzimira Dębskiego. Teraz właczam sobie jego muzykę, to mam ochotę wyłaczyć, bo przecież ja nie słucham rapu. No wiem, że jest ktoś taki jakaś gwiazda telewizji. I tyle. Już nie chcę, żeby coś nas łączyło. I nie marzę, że on taki seksowny pomyśli, że taka ja jestem tym czego pragnie. Ja, która boi się zwykłych ludzi na ulicy, przypadkowych, a co dopiero jakichś celebrytów.

W ogóle często myślę o śmierci. Może nie często, ale codziennie. Chociaż ostatnio chyba nie. 

I nie wiem dlaczego nic jeszcze nie napisałam o moim chłopaku, no wiem, że nie jest idealnie, ale jednak nie mieszkam z rodzicami, dobra nie to najważniejsze. Po prostu mam jakieś życie miłosne. Zawsze lepiej mieć z kim spędzać czas, ktoś co wieczór do mnie wraca. Nie muszę sama oglądać filmów. W ogóle gram w simy, co mi się mega podoba, a ostatnio też w Zoo Tycon, a to właśnie dzięki partnerowi. Nawet nie wiem, jak go nazywać, bo już się zbliżamy do 30, to chyba nie chłopak i dziewczyna. Jakiś pierścionek by mi trochę pomógł. 

No i co do tego chcialam dodać. Że jestem taka spięta, czy to od leków, czy od tych przejść z leczeniem. Pewnie od tego. Że nie mam wykształcenia, wiedzy, umysłu który jest przyzwyczajony do myślenia i analizowania. Zwykle tylko matma, matma, matma, a teraz serialik, książka, spacerek. Myślę, że może mi czegoś brakować, i jakbym bardziej wykorzystywała możliwości mojego umysłu to byłabym spokojniejsza. Zresztą to moje marzenie, obok tego żeby być mamą. I wziąć ślub. I zobaczyć świat oprócz krajów w Europie, jakąś pustynię, Bangkog, Bangladesz... Boże, moje prawdopodobieństwo ciąży jest takie jak mój wynik z matmy na maturze. Rozszerzenia oczywiście, podstawa to był śmiech. Chciałabym teraz zdać rozszerzenie rozszerzenia. Dobra, dzięki, na razie. 

sobota, 15 kwietnia 2023

Chuśtawka wielu emocji

 No i życie toczy się dalej, nie jest bardzo wesoło, a raczej jest niewesoło. Jestem w domu. Nigdzie nie wychodzę. Nie mam z kim się spotkać i nawet nie wiem, dlaczego tak dużo o tym myślę, czy nie powinnam być przyzwyczajona do spędzania czasu w swoim towarzystwie? Czuję się jak jakiś zamknięty w domu schizofrenik gruby i śmierdzący, z agorafobią, nawet widziałam kogoś takiego w serialu iZombie i pomyślałam czy tak ze mną źle? i postanowiłam chodzić częściej na spacery. No i tak siedzę w tym domu, zajmuję się sobą oglądam Azję Express i jestem z siebie zadowolona, jak w spokoju umiem przetrwać dzień bez krzyku na rodziców. Odsuwam od siebie myśli, które kierowałyby mnie na chorobę, biorę leki ale inne, trochę słabsze. Po tych mocniejszych czuję takie otępienie, że nic mnie nie cieszy i trudno mi bardzo przetrwać dzień w takim stanie. I w sumie od dwóch dni dopiero czuję się lepiej, swobodniej. Tylko nie chcę, żeby choroba wróciła. Wtedy miałam miłe objawy, myślałam nawet że pewien atrakcyjny mężczyzna mnie kocha. Takie to miałam urojenia.

I nie chodzę teraz na grupę. Bardzo źle się czułam wśród ludzi, strasznie się spinałam, mało mówiłam i patrzyłam praktycznie w jakiś punkt. I emocjonalnie było to bardzo wymagające i po prostu chciałam mieć więcej spokoju, a nie takiego stresu. Ciągle się boję, że moje objawy wrócą. Nie wiem, i nikt nie wie też, skąd to się bierze. Potem myśli samobójcze... Ale przecież nic nie stanie się bez mojej woli. A ja raczej boję się śmierci, i unikam jej. A te myśli były przyjemne. Chociaż nie było przyjemne, że ja dostosowywałam się do kogoś, kto nie odzywał się do mnie. I czekałam na kontakt z jego strony. Teraz wstydzę się tego, co pisałam w tamtym czasie na portalach społecznościowych. Chcę uznać jakoś, że to choroba. W ogóle szpital psychioatryczny... Trochę to się wydaje romantyczne takie miejsce. Jakieś cierpienia młodego Wertera... Chociaż on był zakochany, a nie chory psychicznie... A w rzeczywistości czuję zniechęcenie i smutek kiedy wchodzę na teren szpitala. Jakby po co takie miejsce w ogóle istnieje, i po co ktokolwiek tam wchodzi. A jednak lekarki tak się stroją, ubierają ładnie i dbają o siebie jakby się realizowały w swoim zawodzie. A lekarze są pewnego rodzaju autorytetem. 

Ja to mam tak, że czuję strasznie dużo energii, której nie potrafię wykorzystać. Pisanie tutaj to jakaś forma jej wyrażenia. I chyba to jest mój problem. Tylko czy kogokolwiek w szpitalu to zainteresuje, czy będą się trzymali swoich przekonań? Zresztą na pewno nauki psychiatryczne opierają się na doświadczeniach i cierpieniu innych. No i nawet do końca nie umiem tej energii wyrażać, kiedy rozmawiam z psychologiem, albo lekarzem. Zostaję z takim ciepłem, że te emocje są moje i nie mam połączenia z drugą osobą. A moja mama przychodzi, to te emocje znikają. A potem jestem wściekła.

I właściwie jestem zadowolowa z tych uczuć, bo pomagają mi coś robić. Co bym jeszcze mogła opisać w szpitalu? No nie wiem. A ostatnio usłyszałam piosenkę Pętla i mi się spodobała, ale nie w sensie że coś sobie zrobię, ale podobają mi się takie smutne klimaty, jak Smutno mi, Boże od sanah. No szpital, to głównie smutek dla mnie. Z nikim tam nie rozmawiam.Czuję się jak ofiara, jak ktoś zacofany w kontaktach, nieciekawy i szary. Ale mnie mama denerwuje. I mam jakąś satysfakcję z tego, że jestem chora i można powiedzieć, że nic mi się nie udaje. I czego będzie mi teraz zazdrościć, no? I co będzie krytykować, chyba jest teraz ze mnie zadowolona. 

No i ogólnie zaczęłam to pisać, bo uczyłam się programowania CS50 i zaczęłam się nagle bać, że te naukowe informacje mi zaszkodzą, ta wiedza. Bo nie da się żyć tylko z nauką w głowie, kiedy nie ma się relacji z ludźmi, oparcia w ludziach, szczęścia z ich obecności, ciepła ich i takiego zwierzęcego przebywania w stadzie. I to mnie przeraziło. Ciekawe czy kiedyś powiem psychologowi o tym blogu. 

Jeszcze może się przyjrzę moim urojeniom. Bo nie miałam nigdy halucynacji, tylko błędne myśli, uczucia, przekonania, teorie, historie. Przeraża mnie moja gwałtowność, że mogłabym tu jakieś głupoty napisać, albo zniszczyć coś, boję się. Kiedyś spadł mi komputer i tyle z niego było. Nie wiem. Moje pierwsze objawy to odcięcię się od kontaktów z ludźmi i nie ze swojej woli, ale nagle zniknięcie chęci do tych kontaktów. No i gdybym znów poczuła się czegoś częścią... Nawet nie umiem wyrazić, jak o tym marzę, jak bym tego chciała. Ale nie mam tego. A ci, którzy to mają nawet nie wiedzą jak to dużo. Tak to już jest. Piszę to i czuję się, jakbym z kimś rozmawiała, chociaż jak narazie wiele osób tego nie czyta, a właściwie nikt no i tym bardziej nikt nie odpowiada. Ale bym się bała, gdyby ktoś odpowiedział mi. Może skończę już ten post. Nie umiem do końca wyrazić i wykorzystać jakoś moich emocji, trochę się z tym męczę, ale nie wiem, jak jeszcze może mi pomóc ten blog. Muszę żyć dalej. Najlepiej byłoby wyrazić te emocje w grupie. No dobrze, to tyle na razie. Pa.


sobota, 4 marca 2023

Szpital psychiatryczny

 10 dni temu wyszłam ze szpitala psychiatrycznego.

Nie jest mi latwo. Mam nadzieję, że napisanie tego trochę pomoże. Nie wiem dlaczego, ale czuję duży lęk. Chociaż myślę, że napisanie tego to już akt odwagi. Nienawidzę leków psychiatrycznych, po wszystkich jestem spowolniona, nie odczuwam wszystkiego co normlanie, trudno mi się myśli i chyba też się boję. Wracają do mnie moje objawy. Trudno o tym pisać. Wydaje mi się, że jestem kimś ważniejszym, że liczę się dla jakichś osób, które znam z telewizji. Takie myśli mam od dwóch lat, wcześniej ich nie było. Ale czy szpital pomaga się z tym zmierzyć? 

W szpitalu dużo czasu jest się w samotności. Jest wizyta lekarska, która jest raczej powodem do stresu. A potem zostaje się z samym sobą. A to bardzo obciąża. Człowiek przeżywa lęk, strach, złość, nudzi się i czuje bezużyteczny. Ja nie mam obecnie takiego muru obronnego przed złem, którego doświadczam, raczej mnie przeraża. Brud w szpitalu. Jeszcze kiedy byłam w szpitalu to mniej się bałam, niż kiedy jestem w domu. Bo to wszystko było jakoś poukładane, cały dzień na łóżku i patrząc w telefon. Teraz w domu się boję. W ogóle zastanawiam się, co by było gdybym żyła bez komputera i telewizora. Czy potrafię wytrzymać na przykład godzinę i nic nie robić? Przychodzą mi do głowy takie myśli. Ale za jakiś miesiąc nie będę się już nad tym zastanawiać. Nie rozumiem tych moich zmian nastrojów.

Nie wiem, co pisać dalej. W szpitalu codziennie można było wychodzić na spacer. I na początku nie mogłam wychodzić do sklepu, co mnie denerwowało, a potem denerwowało mnie, że tak długo każą mi być w tym miejscu. Czasem mam pustkę w głowie i nie wiem co pisać dalej. Ale to wynika ze stresu. Tak naprawdę nie mam komu o tym powiedzieć, pisanie tego to prawie jakbym się komuś zwierzała. Strasznie jestem spięta, ciągle się trzęsę.

Ludzie w szpitalu trochę mnie uspokajali. Dziewczyny z pokoju. A teraz jestem załamana, wstaję rano i nie wiem co robić, jest mi smutno, jak widać coś robię, nie wiem czy dałoby się tak po prostu smucić i nie robić nic ponadto. W ogóle mnie przeraża, co piszę w mediach społecznościowych. Może tego bloga przeczyta ktoś z moich znajomych? Może i tak byłoby lepiej. 

No właśnie dziewczyny mnie uspokajały, ich obecność. Nawet nie wiem, skąd to się brało. I jak mi się udało dotrwać do wieczoru, to czułam jakiś taki spokój. W domu nie czuję spokoju. Ale prawdą jest też, że odstawiłam leki, czuję się jak jakiś przestępca. I myślę, że bez leków nie będę czuła niepokoju i ze wszystkim będzie łatwiej. Wiem, że nie brzmi to dobrze. Ale ja naprawdę nie lubię tych leków. W końcu to moje życie. 

czwartek, 15 grudnia 2022

Energia czy stagnacja

 Kolejny post. O czym dzisiaj? Ostatnio mam taki problem, że wydaje mi się, że świat jest taki prosty i nie ma o czym gadać. Ale przecież nie jest, nie? Interesuję się w ostatnim czasie rozwojem, szukaniem pracy, czymś w tym stylu. Komuś takiemu jak ja trudno znaleźć pracę. Ale nie, nie będę narzekać. Bo właśnie świat stworzony jest przez ludzi dla ludzi. Za dużego doświadczenia w pracy nie mam. Ostatnio dostałam kilka maili z odmową zatrudnienia. Trudno to wszystko przewidzieć. Ile potrwa szukanie pracy, kto odpowie, kto postanowi postawić na mnie. Ile życiorysów wysłać. I kto może mi w tym pomóc. 

Fajnie jest mieć wiedzę i wykształcenie w danym kierunku. Wiedza techniczna jest super. Każde kolejne CV to kolejna szansa. Czasem trudno jest wyjść z domu, kiedy on tak ciągnie. 

No tak, wracam do tego postu po dwóch tygodniach. Co się ostatnio u mnie działo? Pierwsze, co przychodzi mi do głowy, to nowa znajomość, z Mateuszem. Często wracamy razem z oddziału autobusem, raz byliśmy pochodzić po galerii, raz na spacerze w sobotę.Czy chciałabym być z nim bliżej? Nie wiem sama. Trochę przeszkadza mi, że on mało czyta książek, bo jest to dla mnie jakiś wyznacznik. Już nawet nie chodzi o to, że nie ma matury, bo różnie się to w życiu układa, przecież mi też problemów nie brakuje i wiele by mi można zarzucić. Ale czy on chce czegoś więcej? Z jednej strony nawiązuje kontakt, siada koło mnie, dziś czekał, żebyśmy mogli wrócić razem. Ale z drugiej, ja to mogłabym się zaanagażować szybko, niekoniecznie na bardzo długi czas. Coś takiego. A on rozmawia, rozmawia, ale nic więcej. Ogólnie ja też, ale jakoś tak oczekuję, że to chłopak przejmie inicjatywę, a jak tego nie robi to ja jestem pasywna. Może to błąd? No taka już jestem. Jakby się trochę narzucał, przypominał o sobie, mi by to wcale nie przeszkadzało, rozumiem, że chłopacy tak robią. Ale on trzyma bezpieczny dystans. Z czasem się może okaże, jakie ma zamiary wobec mnie. A może też będzie się wycofywał i nikt nie zainicjuje żadnej bliższej znajomości. Jak to jest, że ludzie sobie z tym radzą? Bo jednak biorą ślub, dzieci się rodzą. Nie czuję się aż tak nieporadna w tej sferze, a może jednak jestem? 28 lat, jeden związek, który trwał 3 lata. No nie wiem. O poprzednich związkach też już z Mateuszem rozmawialiśmy, ale nie wiem w ilu on był. I dziś na grupie wiele osób mówiło mu, że jest spokojny, co mnie ucieszyło, bo to jakoś nas do siebie upodabnia.

Kiedy w końcu będzie lato? Albo przynajmniej wiosna. Może już wiosną pojadę do Chorwacji, moja rodzina ma tam dom. W tym roku byłam 2 razy na wakacjach, tęsknię za opalaniem się na plaży, wygrzewaniem, pływaniem w morzu i tym klimatem. No ale jak na razie mamy śnieg. 

Piszę to wszystko, żeby się jakoś wyrzyć. Jakoś robi mi się smutno. Nie chce mi się tylko oglądać seriali. Może to taki punkt w rozwoju, który nakłania mnie żeby się zatrzymać i coś zmienić? Nie sądzę, że to źle. W niedzielę byłam w Pszczynie, sama, pochodzić po starówce, zobaczyć zagrodę żubrów. I byłam zadowolona. Minęło już kilka dni, więc nie przeżywam już tego, ale ogólnie to fajnie, że coś robię. I to pisanie może pozwoli mi wylać gdzieś te żale, przelać w słowa, coś stworzyć z tej udręki. Tyle dobrego z obniżonego nastroju. Ale smutek też jest potrzebny. Bez niego to nie jakaś radość, euforia, podekscytowanie. Nie, raczej obojętność, pustka, jakiś upływ czasu. Więc nie cierpienie, ale i nie przyjemność, taki brak. Czas leci, ale jakby nic nie było. Wolę już ten smutek jak mam być szczera. Tak dawno nie płakałam, nie wiem, czy bym potrafiła. Wolę sinusoidę emocjonalną, energię, zmiany, radość. Więc mam nadzieję, że po tym smutku przyjdzie ekscytacja. Mogłabym jeszcze spróbować coś narysować żeby to wyrazić, no ale na razie piszę. Czy ktoś to w ogóle czyta? Czasem mnie samą śmieszy to, co tutaj piszę. Może ktoś mnie zrozumie?

Wszystko może się zmienić całkowicie tak nagle. Teraz czekam na telefon z Biedronki, czy przyjmą mnie do pracy, spodziewam się go dzisiaj albo jutro. Jakbym miała pracę, to miałabym więcej zajęć. Obym miała siłę do niej chodzić. Ale dawno nie pracowałam, nie zarabiałam, więc może będę zmotywowana. Chyba pomaga mi to pisanie. Kiedyś pisałam pamiętnik w zeszycie, no a teraz ten blog. Czy blogi są jeszcze modne? Trochę widziałam blogów, które są nadal aktualizowane. Chyba kiedyś to było modniejsze blogi, fora, teraz chyba młodzież spędza czas na serwisach społecznościowych. Ale nie mówię, że się znam na tym. W sobotę albo niedzielę będę robić pierniczki świąteczne. I pójdę chyba na długi spacer. W ogóle mam też takie przemyślenia, że jak się człowiek sam nie zmotywuje, nie znajdzie w sobie siły żeby coś zrobić, to nic nie będzie miał. Może taka oczywistość, ale wcale się tego nie dostrzega, kiedy trzyma się swoich obowiązków, gonitwy, to trochę z automatu się to robi. A jak coś przestaje się układać, to się zauważa, że o to wszystko trzeba walczyć. Zresztą przecież w takiej pustce też nie pozostaję, bo jednak decyduję się coś robić kiedy wstaję rano. Mam jakieś pomysły. No ale z biegiem lat człowiek wpada w rutynę, i trochę szuka tej rutyny w zajęciach których się podejmuje. 

No i tak pozostaję z tym mrozem za oknem. Zima, ciemno się robi po 16. Dobrze było dzisiaj się wypisać tutaj. Pewnie nie jest to żadne osiągnięcie, ale zwykły element dnia. Także pozdrawiam, nie zamarznijcie tam u siebie.

środa, 23 listopada 2022

Zimna środa

 Nazwałam ten blog upiększając pustkę. Bo tak naprawdę duża część świata, to czym żyjemy, zostało stworzone przez jednych ludzi dla innych. I my jesteśmy tylko biernymi odbiorcami tej zazwyczaj sztuki. Oczywiście jesteśmy też odbiorcami natury. Ale czasem trudno w tym byciu pasywnym znaleźć sens. Kiedyś rysowałam, dalej mi się to zdarza, ale już mniej, bo trudno mi robić coś dla samej siebie, zupełnie, nikt inny tego nie zobaczy. Ten blog to próba nadania sensu temu życiu, mojemu, więc też chcę coś stworzyć dla innych. Bycie odbiorcą, oglądanie serialu na przykład (bo to często robię) też jest ciekawe i wciągające. Ale w ostatnim czasie zaczęłam się zastanawiać, jak powstają seriale, kim są ludzie, którzy je tworzą. Albo jak napisać książkę, bo przecież to od początku do końca pojawia się w czyjejś głowie. Czasem czuję smutek i brak sensu. Nie wiem, czy moje przeżycia miały na to wpływ, czy to po prostu moja osobowość. Rozmowa z innymi na ten temat może pomóc. Albo medytacja. Próba zrozumienia swoich emocji. Żeby poczuć ulgę. Nie jest to wybitnie wesoły post, ale próba znalezienia ulgi.

Ktoś kiedyś zapytał mnie, czy uważam że na świecie nie powinno być fikcji. Bo otaczamy się nią cały czas. Odpowiedziałam, że też o tym myślałam, ale ostatecznie chyba powinna być mimo wszystko. Podobno fikcja, czyjeś spojrzenie, pomaga zmierzyć się z poczuciem bezsensu. Nie wiem, czy to bardziej bezsens czy smutek. Ciągle zastanawuam się, ile czasu mi co zajmuje. A przecież czynność nie musi bardzo długo trwać, żeby miała sens.

Jestem osobą z problemami psychicznymi. I chyba też dlatego jest mi teraz smutno i nie widzę celu. Trudno mi się zamknąć na oglądaniu seriali, przytłacza mnie jakieś przygnębienie. Ale trochę czasu muszę spędzić sama ze sobą, jak każdy. No chyba że ktoś jest w związku małżeńskim i w wolny czas zawsze ma kogoś obok. Skąd ludzie biorą determinację do działania? Do zglębiania tajemnic świata, kształtowania nauki. I oddawania temu dużej części swojego czasu, poświęcania się. Przydałoby mi się to zrozumieć, bo sama zaczynałam studia chyba 6 lub 7 razy, co roku. Coś tu jest nie tak z motywacją, z wyobraźnią, która pozwoliłaby być gotowym na wyzwania edukacji. Dziwi mnie, że ludziom się to udaje. Czuję smutek, kiedy to piszę. Może to coś w mojej podświadomości, nie do końca zależnego ode mnie. To, że nie umiem osiągnąć tego na czym mi zależy, decyduję się nieświadomie na życie samotne, w sensie bycia docenioną i podążania znaną drogą. Zostaję sama i pozostaje mi analiza własnego umysłu. Analiza, analiza, analiza... Czemu to, czemu tamto. Samo myślenie nie jest może tak złe, jak smutek który mu towarzyszy. Czy lepiej się skupić na przykład na nauce i zapomnieć o tym co NAPRAWDĘ powinnam? Może w jakimś stopniu to jest ten problem, że odkąd skończyłam ileśtam lat dużo myślałam co jest moim powołaniem. dlaczego wybrałam kierunek Technologia Chemiczna, czy do niego pasuję. W dorosłym życiu brakuje mi odpowiedzi. Nawet w tych postach, fajnie, jakby ktoś coś odpowiedział :) . Bo to jakaś wartość, prawda, mój tekst? Może z czasem znajdę odbiorców.

Chodzę teraz na oddział psychiatryczny, na szczęście nie zamknięty, bo nie lubię oddziału zamkniętego. Chociaż czasem mnie tam ciągnie, żeby udowodnić sobie, że bym sobie tam mogła poradzić i być szczęśliwa. Czy to nie bez sensu? Grupa daje mi dużo, wiem że chodzenie na nią jest wartościowe, można wygadać się co się akurat ma w głowie i teraz patrzę na to tak, że dobrze że znalazłam takie miejsce. Kiedyś było to dla mnie zło konieczne, bo chciałam być lepsza od innych chorujących, lepsza od grupy i nie chora, już tego nie mam. Widzę dobro w grupie, korzyść, i cieszę się, że mam okazję być jej częścią. Tak, jak widziałam dobro w pracy którą miałam, do pewnego momentu. Podejrzewam, że mój skomplikowany charakter, indywidualizm, trochę poczucie bycia inną, nie sprzyja wchodzeniu w schematy. Oczywiście, ktoś powie, że to cechy charakteru wskazujące na chorobę. Ale każdy jest jednostką, ma swoją wartość, czy choroba jest gorsza od zdrowia? I to i to istnieje na świecie. Dużo o tym myślę, jaki sens ma taki zapracowany dzień, gotowanie, sprzątanie, opieka nad dziećmi? Dzieci mają sens. Ale kiedy trzeba decydować o sobie samym, pojawiają się dylematy. Czy pisać to 15 minut czy 30? A jeśli jestem zmęczona, mam się zmusić? W liceum wiedziałam co mam robić, uczyć się, odpoczywać. A na studiach po jednym semestrze pojawiła się ogrmona pustka, nigdy nie czułam czegoś takiego. I moje życie się zatrzymało, zaczęła się "choroba". Czyli dylematy, zmiany, brak konsekwencji, dziwne pomysły, niekonstruktywne. Ech... Tak, widzę sens edukacji, ale już z niej zrezygnowałam. Wiem, że ludzie z wykształceniem mają się czym pochwalić. Ale czy praca 8 godzin dziennie i odpoczynek na swój sposób to jedyna droga, dobra droga? Każdy powie, że tak. No dobrze, może tu się zatrzymam. Bezdomni też istnieją. I schizofrenicy. 

czwartek, 10 listopada 2022

Co na dzisiaj

 Nowy post, po 7 miesiącach :) . Ale jednak mam ochotę wrócić do pisania. O tym, co przychodzi mi do głowy. 

Mam bardzo dużo wątpliwości. Co do dzisiejszego świata, dlaczego wszystko co robimy opiera się na prądzie? Co warto robić w życiu, żeby się jakoś realizować? Zastanawiam się, jak pisze się muzykę. Czy warto coś robić, jeśli nie dotrze to do większej grupy ludzi?

Prawda jest taka, że jestem na tabletkach psychiatrycznych. Te moje wątpliwości doprowadziły do tego, że zatrzymałam się w życiu, zacięłam, i zaczęłam działać bez sensu. Przez to zaczęłam się zamykać w sobie, pogubiłam się. Wszystko czego się podejmowałam zarzucałam. Byłam w szpitalu, już kilka razy. 

Ale kto nie ma problemów? Mam marzenia, w których realizację nie wierzę. Że pojadę sama na tydzień do Szwecji. Czy to może się udać? Żeby mieć potem co opowiadać. Albo pójść na imprezę, nigdy nie chodziłam do klubów. Ale czy tak samemu iść do ma sens? Co jeszcze w ogóle ma sens? Właśnie tak się kręcę w kółko. Też tak macie?

Może piękno ma jeszcze jakieś znaczenie. Nie ma to jakiejś większej treści, a zachwyca i daje nadzieję. Interesuje. Lubię rysować, i lubię jak wychodzi mi coś ładnego. No co w końcu warto robić w życiu? Chciałabym, żeby ktoś mi odpowiedział.

Bo mi łatwo zamknąć się w domu i nigdzie nie wychodzić. I wtedy tak naprawdę nie wiem, co dzieje się na zewnątrz. Zastanawiam się, czy dałoby się żyć bez internetu, może to miałoby więcej treści? Nie mam kontaktu ze znajomymi, a jak do kogoś napiszę, to nie wiem czy będzie o czym rozmawiać. Ale chciałabym mieć znajomych. Może taka rozmowa bez sensu też ma jakiś cel? Za dużo myślę. Chciałabym, żeby było trochę łatwiej. Tyle na dzisiaj. Dziękuję.

piątek, 15 kwietnia 2022

Dzień pierwszy

 Mam wrażenie, że wielu rzeczy mi nie wolno. Czasem prawie przestaję oddychać albo trawić, tak się czuję. Dlatego, że nie pasuję. Skoro i tak nigdzie nie pasuję, to po co się tym w ogóle przejmować? Ale bloga pisałam już jakieś 18 lat temu, więc myślę, że mam do tego prawo. Dawno nikt nie powiedział mi, że coś zrobiłam dobrze. Nie wiem, czy ktoś to przeczyta, ale duża część mojego życia to przeglądanie Internetu, może dlatego tutaj czuję się bezpiecznie i chciałabym też zaistnieć.   

Nie wiem dlaczego robię sobie na złość. Wiem, że nikt mi nie pomoże i muszę zrobić to sama.  Ale nie mogę przestać wyobrażać sobie tego kogoś, kto wszystko naprawi. Czuję się cynicznie. Muzyka pomaga mi w ogóle znowu coś czuć. 

Wcale nie wydaje mi się, że to co piszę ma sens. Chyba już nie staram się go znaleźć. Po prostu czasem chce mi się żyć i to daje mi nadzieję. 

Za dużo myślę i analizuję i to prowadzi mnie zupełnie donikąd, dochodzę do nieprawdziwych wniosków. Czasami patrzę na ten ekran i nie potrafię napisać jednej litery, coś mi nie pozwala. A potem myślę, że może nie najgorszy ten tekst. Nie chcę już wiedzieć, co mi jest. Dlaczego 5 lat temu zaczynałam nowe rzeczy, a teraz siedzę w domu od 2 lat. Nie mogę wytrzymać głosu mojego ojca, zawsze traciłam całą energię na jego widok. W ogóle o czymś innym miał być ten wpis. Chciałam założyć tego bloga, ale ile postów uda mi się dodać?

To, że jestem smutna, to nie jest prawda. Ja po prostu próbuję przeżyć. I istnieć w tej pustce. Taki będzie mój pierwszy wpis na tym blogu.

Po przerwie

 Minęło prawie 2 i pół roku. I wiele się zmieniło. Nie wiem jak to logicznie przedstawić. Nie jestem sama z dzieckiem, zawsze przychodzą dzi...