10 dni temu wyszłam ze szpitala psychiatrycznego.
Nie jest mi latwo. Mam nadzieję, że napisanie tego trochę pomoże. Nie wiem dlaczego, ale czuję duży lęk. Chociaż myślę, że napisanie tego to już akt odwagi. Nienawidzę leków psychiatrycznych, po wszystkich jestem spowolniona, nie odczuwam wszystkiego co normlanie, trudno mi się myśli i chyba też się boję. Wracają do mnie moje objawy. Trudno o tym pisać. Wydaje mi się, że jestem kimś ważniejszym, że liczę się dla jakichś osób, które znam z telewizji. Takie myśli mam od dwóch lat, wcześniej ich nie było. Ale czy szpital pomaga się z tym zmierzyć?
W szpitalu dużo czasu jest się w samotności. Jest wizyta lekarska, która jest raczej powodem do stresu. A potem zostaje się z samym sobą. A to bardzo obciąża. Człowiek przeżywa lęk, strach, złość, nudzi się i czuje bezużyteczny. Ja nie mam obecnie takiego muru obronnego przed złem, którego doświadczam, raczej mnie przeraża. Brud w szpitalu. Jeszcze kiedy byłam w szpitalu to mniej się bałam, niż kiedy jestem w domu. Bo to wszystko było jakoś poukładane, cały dzień na łóżku i patrząc w telefon. Teraz w domu się boję. W ogóle zastanawiam się, co by było gdybym żyła bez komputera i telewizora. Czy potrafię wytrzymać na przykład godzinę i nic nie robić? Przychodzą mi do głowy takie myśli. Ale za jakiś miesiąc nie będę się już nad tym zastanawiać. Nie rozumiem tych moich zmian nastrojów.
Nie wiem, co pisać dalej. W szpitalu codziennie można było wychodzić na spacer. I na początku nie mogłam wychodzić do sklepu, co mnie denerwowało, a potem denerwowało mnie, że tak długo każą mi być w tym miejscu. Czasem mam pustkę w głowie i nie wiem co pisać dalej. Ale to wynika ze stresu. Tak naprawdę nie mam komu o tym powiedzieć, pisanie tego to prawie jakbym się komuś zwierzała. Strasznie jestem spięta, ciągle się trzęsę.
Ludzie w szpitalu trochę mnie uspokajali. Dziewczyny z pokoju. A teraz jestem załamana, wstaję rano i nie wiem co robić, jest mi smutno, jak widać coś robię, nie wiem czy dałoby się tak po prostu smucić i nie robić nic ponadto. W ogóle mnie przeraża, co piszę w mediach społecznościowych. Może tego bloga przeczyta ktoś z moich znajomych? Może i tak byłoby lepiej.
No właśnie dziewczyny mnie uspokajały, ich obecność. Nawet nie wiem, skąd to się brało. I jak mi się udało dotrwać do wieczoru, to czułam jakiś taki spokój. W domu nie czuję spokoju. Ale prawdą jest też, że odstawiłam leki, czuję się jak jakiś przestępca. I myślę, że bez leków nie będę czuła niepokoju i ze wszystkim będzie łatwiej. Wiem, że nie brzmi to dobrze. Ale ja naprawdę nie lubię tych leków. W końcu to moje życie.