sobota, 15 kwietnia 2023

Chuśtawka wielu emocji

 No i życie toczy się dalej, nie jest bardzo wesoło, a raczej jest niewesoło. Jestem w domu. Nigdzie nie wychodzę. Nie mam z kim się spotkać i nawet nie wiem, dlaczego tak dużo o tym myślę, czy nie powinnam być przyzwyczajona do spędzania czasu w swoim towarzystwie? Czuję się jak jakiś zamknięty w domu schizofrenik gruby i śmierdzący, z agorafobią, nawet widziałam kogoś takiego w serialu iZombie i pomyślałam czy tak ze mną źle? i postanowiłam chodzić częściej na spacery. No i tak siedzę w tym domu, zajmuję się sobą oglądam Azję Express i jestem z siebie zadowolona, jak w spokoju umiem przetrwać dzień bez krzyku na rodziców. Odsuwam od siebie myśli, które kierowałyby mnie na chorobę, biorę leki ale inne, trochę słabsze. Po tych mocniejszych czuję takie otępienie, że nic mnie nie cieszy i trudno mi bardzo przetrwać dzień w takim stanie. I w sumie od dwóch dni dopiero czuję się lepiej, swobodniej. Tylko nie chcę, żeby choroba wróciła. Wtedy miałam miłe objawy, myślałam nawet że pewien atrakcyjny mężczyzna mnie kocha. Takie to miałam urojenia.

I nie chodzę teraz na grupę. Bardzo źle się czułam wśród ludzi, strasznie się spinałam, mało mówiłam i patrzyłam praktycznie w jakiś punkt. I emocjonalnie było to bardzo wymagające i po prostu chciałam mieć więcej spokoju, a nie takiego stresu. Ciągle się boję, że moje objawy wrócą. Nie wiem, i nikt nie wie też, skąd to się bierze. Potem myśli samobójcze... Ale przecież nic nie stanie się bez mojej woli. A ja raczej boję się śmierci, i unikam jej. A te myśli były przyjemne. Chociaż nie było przyjemne, że ja dostosowywałam się do kogoś, kto nie odzywał się do mnie. I czekałam na kontakt z jego strony. Teraz wstydzę się tego, co pisałam w tamtym czasie na portalach społecznościowych. Chcę uznać jakoś, że to choroba. W ogóle szpital psychioatryczny... Trochę to się wydaje romantyczne takie miejsce. Jakieś cierpienia młodego Wertera... Chociaż on był zakochany, a nie chory psychicznie... A w rzeczywistości czuję zniechęcenie i smutek kiedy wchodzę na teren szpitala. Jakby po co takie miejsce w ogóle istnieje, i po co ktokolwiek tam wchodzi. A jednak lekarki tak się stroją, ubierają ładnie i dbają o siebie jakby się realizowały w swoim zawodzie. A lekarze są pewnego rodzaju autorytetem. 

Ja to mam tak, że czuję strasznie dużo energii, której nie potrafię wykorzystać. Pisanie tutaj to jakaś forma jej wyrażenia. I chyba to jest mój problem. Tylko czy kogokolwiek w szpitalu to zainteresuje, czy będą się trzymali swoich przekonań? Zresztą na pewno nauki psychiatryczne opierają się na doświadczeniach i cierpieniu innych. No i nawet do końca nie umiem tej energii wyrażać, kiedy rozmawiam z psychologiem, albo lekarzem. Zostaję z takim ciepłem, że te emocje są moje i nie mam połączenia z drugą osobą. A moja mama przychodzi, to te emocje znikają. A potem jestem wściekła.

I właściwie jestem zadowolowa z tych uczuć, bo pomagają mi coś robić. Co bym jeszcze mogła opisać w szpitalu? No nie wiem. A ostatnio usłyszałam piosenkę Pętla i mi się spodobała, ale nie w sensie że coś sobie zrobię, ale podobają mi się takie smutne klimaty, jak Smutno mi, Boże od sanah. No szpital, to głównie smutek dla mnie. Z nikim tam nie rozmawiam.Czuję się jak ofiara, jak ktoś zacofany w kontaktach, nieciekawy i szary. Ale mnie mama denerwuje. I mam jakąś satysfakcję z tego, że jestem chora i można powiedzieć, że nic mi się nie udaje. I czego będzie mi teraz zazdrościć, no? I co będzie krytykować, chyba jest teraz ze mnie zadowolona. 

No i ogólnie zaczęłam to pisać, bo uczyłam się programowania CS50 i zaczęłam się nagle bać, że te naukowe informacje mi zaszkodzą, ta wiedza. Bo nie da się żyć tylko z nauką w głowie, kiedy nie ma się relacji z ludźmi, oparcia w ludziach, szczęścia z ich obecności, ciepła ich i takiego zwierzęcego przebywania w stadzie. I to mnie przeraziło. Ciekawe czy kiedyś powiem psychologowi o tym blogu. 

Jeszcze może się przyjrzę moim urojeniom. Bo nie miałam nigdy halucynacji, tylko błędne myśli, uczucia, przekonania, teorie, historie. Przeraża mnie moja gwałtowność, że mogłabym tu jakieś głupoty napisać, albo zniszczyć coś, boję się. Kiedyś spadł mi komputer i tyle z niego było. Nie wiem. Moje pierwsze objawy to odcięcię się od kontaktów z ludźmi i nie ze swojej woli, ale nagle zniknięcie chęci do tych kontaktów. No i gdybym znów poczuła się czegoś częścią... Nawet nie umiem wyrazić, jak o tym marzę, jak bym tego chciała. Ale nie mam tego. A ci, którzy to mają nawet nie wiedzą jak to dużo. Tak to już jest. Piszę to i czuję się, jakbym z kimś rozmawiała, chociaż jak narazie wiele osób tego nie czyta, a właściwie nikt no i tym bardziej nikt nie odpowiada. Ale bym się bała, gdyby ktoś odpowiedział mi. Może skończę już ten post. Nie umiem do końca wyrazić i wykorzystać jakoś moich emocji, trochę się z tym męczę, ale nie wiem, jak jeszcze może mi pomóc ten blog. Muszę żyć dalej. Najlepiej byłoby wyrazić te emocje w grupie. No dobrze, to tyle na razie. Pa.


Po przerwie

 Minęło prawie 2 i pół roku. I wiele się zmieniło. Nie wiem jak to logicznie przedstawić. Nie jestem sama z dzieckiem, zawsze przychodzą dzi...