środa, 23 listopada 2022

Zimna środa

 Nazwałam ten blog upiększając pustkę. Bo tak naprawdę duża część świata, to czym żyjemy, zostało stworzone przez jednych ludzi dla innych. I my jesteśmy tylko biernymi odbiorcami tej zazwyczaj sztuki. Oczywiście jesteśmy też odbiorcami natury. Ale czasem trudno w tym byciu pasywnym znaleźć sens. Kiedyś rysowałam, dalej mi się to zdarza, ale już mniej, bo trudno mi robić coś dla samej siebie, zupełnie, nikt inny tego nie zobaczy. Ten blog to próba nadania sensu temu życiu, mojemu, więc też chcę coś stworzyć dla innych. Bycie odbiorcą, oglądanie serialu na przykład (bo to często robię) też jest ciekawe i wciągające. Ale w ostatnim czasie zaczęłam się zastanawiać, jak powstają seriale, kim są ludzie, którzy je tworzą. Albo jak napisać książkę, bo przecież to od początku do końca pojawia się w czyjejś głowie. Czasem czuję smutek i brak sensu. Nie wiem, czy moje przeżycia miały na to wpływ, czy to po prostu moja osobowość. Rozmowa z innymi na ten temat może pomóc. Albo medytacja. Próba zrozumienia swoich emocji. Żeby poczuć ulgę. Nie jest to wybitnie wesoły post, ale próba znalezienia ulgi.

Ktoś kiedyś zapytał mnie, czy uważam że na świecie nie powinno być fikcji. Bo otaczamy się nią cały czas. Odpowiedziałam, że też o tym myślałam, ale ostatecznie chyba powinna być mimo wszystko. Podobno fikcja, czyjeś spojrzenie, pomaga zmierzyć się z poczuciem bezsensu. Nie wiem, czy to bardziej bezsens czy smutek. Ciągle zastanawuam się, ile czasu mi co zajmuje. A przecież czynność nie musi bardzo długo trwać, żeby miała sens.

Jestem osobą z problemami psychicznymi. I chyba też dlatego jest mi teraz smutno i nie widzę celu. Trudno mi się zamknąć na oglądaniu seriali, przytłacza mnie jakieś przygnębienie. Ale trochę czasu muszę spędzić sama ze sobą, jak każdy. No chyba że ktoś jest w związku małżeńskim i w wolny czas zawsze ma kogoś obok. Skąd ludzie biorą determinację do działania? Do zglębiania tajemnic świata, kształtowania nauki. I oddawania temu dużej części swojego czasu, poświęcania się. Przydałoby mi się to zrozumieć, bo sama zaczynałam studia chyba 6 lub 7 razy, co roku. Coś tu jest nie tak z motywacją, z wyobraźnią, która pozwoliłaby być gotowym na wyzwania edukacji. Dziwi mnie, że ludziom się to udaje. Czuję smutek, kiedy to piszę. Może to coś w mojej podświadomości, nie do końca zależnego ode mnie. To, że nie umiem osiągnąć tego na czym mi zależy, decyduję się nieświadomie na życie samotne, w sensie bycia docenioną i podążania znaną drogą. Zostaję sama i pozostaje mi analiza własnego umysłu. Analiza, analiza, analiza... Czemu to, czemu tamto. Samo myślenie nie jest może tak złe, jak smutek który mu towarzyszy. Czy lepiej się skupić na przykład na nauce i zapomnieć o tym co NAPRAWDĘ powinnam? Może w jakimś stopniu to jest ten problem, że odkąd skończyłam ileśtam lat dużo myślałam co jest moim powołaniem. dlaczego wybrałam kierunek Technologia Chemiczna, czy do niego pasuję. W dorosłym życiu brakuje mi odpowiedzi. Nawet w tych postach, fajnie, jakby ktoś coś odpowiedział :) . Bo to jakaś wartość, prawda, mój tekst? Może z czasem znajdę odbiorców.

Chodzę teraz na oddział psychiatryczny, na szczęście nie zamknięty, bo nie lubię oddziału zamkniętego. Chociaż czasem mnie tam ciągnie, żeby udowodnić sobie, że bym sobie tam mogła poradzić i być szczęśliwa. Czy to nie bez sensu? Grupa daje mi dużo, wiem że chodzenie na nią jest wartościowe, można wygadać się co się akurat ma w głowie i teraz patrzę na to tak, że dobrze że znalazłam takie miejsce. Kiedyś było to dla mnie zło konieczne, bo chciałam być lepsza od innych chorujących, lepsza od grupy i nie chora, już tego nie mam. Widzę dobro w grupie, korzyść, i cieszę się, że mam okazję być jej częścią. Tak, jak widziałam dobro w pracy którą miałam, do pewnego momentu. Podejrzewam, że mój skomplikowany charakter, indywidualizm, trochę poczucie bycia inną, nie sprzyja wchodzeniu w schematy. Oczywiście, ktoś powie, że to cechy charakteru wskazujące na chorobę. Ale każdy jest jednostką, ma swoją wartość, czy choroba jest gorsza od zdrowia? I to i to istnieje na świecie. Dużo o tym myślę, jaki sens ma taki zapracowany dzień, gotowanie, sprzątanie, opieka nad dziećmi? Dzieci mają sens. Ale kiedy trzeba decydować o sobie samym, pojawiają się dylematy. Czy pisać to 15 minut czy 30? A jeśli jestem zmęczona, mam się zmusić? W liceum wiedziałam co mam robić, uczyć się, odpoczywać. A na studiach po jednym semestrze pojawiła się ogrmona pustka, nigdy nie czułam czegoś takiego. I moje życie się zatrzymało, zaczęła się "choroba". Czyli dylematy, zmiany, brak konsekwencji, dziwne pomysły, niekonstruktywne. Ech... Tak, widzę sens edukacji, ale już z niej zrezygnowałam. Wiem, że ludzie z wykształceniem mają się czym pochwalić. Ale czy praca 8 godzin dziennie i odpoczynek na swój sposób to jedyna droga, dobra droga? Każdy powie, że tak. No dobrze, może tu się zatrzymam. Bezdomni też istnieją. I schizofrenicy. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Po przerwie

 Minęło prawie 2 i pół roku. I wiele się zmieniło. Nie wiem jak to logicznie przedstawić. Nie jestem sama z dzieckiem, zawsze przychodzą dzi...